Opublikowano:

PREZENT DLA DZIECKA

Prezent

Urodziny, gwiazdka, odwiedziny – to są momenty ściśle związane z dawaniem prezentów. Prezenty fantastycznie jest dawać, ale równie wspaniale jest je otrzymywać. Można je zrobić samemu lub wyszukać w jakimś oryginalnym sklepie. Dziś będzie o kupowaniu, z myślą o takich jak ja, którzy nie mają talentu do rękodzieła.

Postanowiłam zebrać kilka wniosków z własnego doświadczenia, które mogą pomóc w wyborze rzeczonego prezentu.

Zaryzykowałabym stwierdzenie, że im więcej jest możliwości wyboru w sklepie, tym większy problem. Prawda jest taka, że żyjemy w czasach dobrobytu i trafić z prezentem jest szalenie trudno. Nie jest niczym rzadkim, że mając już w głowie pomysł, rozbija się on o fakt, że adresat już ten temat ma „ogarnięty”, a ja wracam do punktu wyjścia. prezenty

Moja metoda na prezent

Zacznijmy od maluszków w wieku od 0 do 3 lat. Moim zdaniem, im mniejsze dziecko, tym bardziej oddalamy się od niego z prezentem. Owszem, kupujemy dla dziecka, ale jakby pośrednio. Bardziej na plan pierwszy wyłania się jednak rodzic. Zdecydowanie lepszym rozwiązaniem w tej grupie wiekowej są rzeczy użyteczne typu kocyk, gryzaki, akcesoria do wózka. Chcąc kupić ubranka uwzględniam gust rodziców. Kupując zabawkę, zastanawiam się, czy rodzice będą z dzieckiem tą zabawką się bawić. Należy być ostrożnym z zabawkami dźwiękowymi. Potrafią być bardzo irytujące. W którymś momencie może ktoś uszkodzić ów przedmiot i jest duże prawdopodobieństwo, że to nie będzie dziecko. W dzisiejszych czasach, przy aktualnym stanie wiedzy, jestem ostrożna z plastikiem, zwłaszcza kiedy rodzice prowadzą dom ekologiczny. Oczywiście, uwzględniam etap rozwoju małego człowieka.

Coś dla kilkulatka

Powyżej trzeciego roku życia dzieci są coraz bardziej społeczne i tu przyda się wiedza czy rodzice spędzają wspólnie z dzieckiem czas. Ciężko bowiem sprawić sześcioletniemu jedynakowi grę planszową, w którą nie ma z kim biedak zagrać. Jest to raczej przyczynek do frustracji niż radości. Swoją drogą, rodzicom polecam prezent dla własnego dziecka w postaci czasu. Zamiast wydawać 150 zł na grę do PS4, mogę wykupić im wspólne wyjście np. do escape roomu, godzinę nauki jazdy konnej dla rodziny, wspólny wypad do parku rozrywki. Czas, to pieniądz, to słowo klucz do poprawy relacji i tworzenia wspomnień, czyli tego, co naprawdę ludzi łączy.

Katarzyna Błażejewska-Stuhr z synem (zdjęcie pochodzi z pofilu FB p. Katarzyny)

Szkoda pieniędzy

Odradzam kupowanie byle czego, taniego, z pewnego duńskiego sklepu z rzeczami dziwnymi i bardzo dziwnymi. Efekt „wow” trwa 10 min, po czym przedmiot ląduje na półce i właściwie nie wiadomo co z nim zrobić, wyrzucić szkoda, a dać nie ma komu. W konsekwencji mamy, z czego wycierać kurze, jakby i bez tego było mało roboty.

Ważnym aspektem jest toksyczność przedmiotów. Kupowanie zabawki w sklepie „wszystko po 5 zł” naprawdę nie ma sensu. Jest wysokie prawdopodobieństwo, że zabawka nie wytrzyma dziecięcych testów. A druga strona medalu jest taka, że jest ona, czyli zabawka, pozbawiona jakiejkolwiek kontroli, nadzoru produkcyjnego, certyfikatu jakości i bezpieczeństwa, co przekłada się na toksyczność. Ileż to razy czytałam komunikat o wycofaniu produktu ze sklepów bo zawierał niebezpieczną substancję. Przedmiot uwalnia swoje trujące związki pod wpływem ciepła rąk przy każdym dotyku, o lizaniu zabawki nie wspominając. Dziś już nie ma wątpliwości, że plastik przenika przez skórę i mamy go w swoim otoczeniu w nadmiarze, zatem zwróćmy się w stronę drewna. Niektórym ludziom drewniana zabawka nie kojarzy się dobrze? Hmm.. czas wybrać się na różne świąteczne targi i kiermasze, gdzie mali wytwórcy prezentują bardzo pomysłowe i nowoczesne rzeczy z tego cudownego surowca. O trwałości drewnianej zabawki nie wspominając.

Książka – tak, ale nie za wszelką cenę

Na prezent świetnie nadają się książki! Nie zaskakuję Was tą nowiną, jednak w pewnych okolicznościach odradzałabym ją jako prezent. Pamiętam, że kiedy dostałam w wieku 10 lat książkę o objętości około 250 stron, a moje umiejętności czytelnicze były na poziomie dzisiejszych serii ‚na początki czytania’, poczułam się źle. Książkę próbowałam przeczytać, bo ją dostałam, ale prawda jest taka, że jak ktoś czyta nieudolnie to szybko się zraża. Mnie ten prezent książkowy do czytania nie zbliżył, a nawet odroczył zapędy czytelnicze. Kolejne księgi typu Biblia czy encyklopedia nie zmieniły mojego ówczesnego nastawienia.

Prezent „książka” jest delikatny, bo porusza się w bardzo subtelnych rejestrach. Dobrze jest wysondować temat wcześniej u rodziców lub sprytnie zapytać samego dziecka, co myśli o czytaniu książek. Może się wówczas okazać, że lepszym pomysłem będzie komiks (polecamy nasz KLIK) lub niezbyt długi audiobook. Badania pokazują, że nie ma znaczenia dla mózgu czy czytamy czy słuchamy książki, bo tekst tak samo skutecznie w nas „pracuje”. To, co jest naprawdę ważne, na przykład w audiobookach, to osoba czytająca. Warto posłuchać fragmentu, aby sprawdzić barwę głosu, melodię języka i tempo czytania. Dzieciom lepiej służy wolniejsze tempo (nie mylić z wlekącym się) i pewna teatralność. To wpływa na dynamikę opowieści. Po prostu lepiej się słucha.  

Na koniec czuję w obowiązku dodać, że nie polecam słodyczy w prezencie.  Coraz więcej rodziców chce mieć cukier pod kontrolą, łatwo wtedy o kłótnie. Poza tym słodycze, zwłaszcza barwniki w nich zawarte są częstym alergenem i mogą sprawić wysypkę. A mieć uczulenie na prezent to niemiła sprawa.

Mama Michaliny

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *